W. Brytania chce prześwietlać wszystkie e-maile

~wojownik VI RP

dzisiaj, 18:23

W 2002 roku Donald Rumsfeld, szef departamentu obrony USA, przeznaczył 200 milionów dolarów na utworzenie nowego Biura Rozpoznania Informacji (Information Awareness Office – I.A.O). To organizm badawczy. Jego zadaniem jest stworzenie programu komputerowego o zasięgu planetarnym, pozwalającego obserwować indywidualne zachowania ludzkie, wykrywać postawy podejrzane, analizować je i typować potencjalnych terrorystów. Program miałby mieć zasięg światowy, a I.A.O. stać się superagencją szpiegowską.

Emblemat Biura to dolarowy motyw i kula ziemska ze wszystkimi kontynentami oprócz Ameryki, credo: `Sciencia est Potentia’
czyli `wiedza oznacza władzę’. Program opracowany przez I.A.O ma służyć Totalnemu Rozpoznaniu Informacji (Total Information Awareness – T.I.A.) to jest globalnemu systemowi kontroli elektronicznej. Pentagon ma zamiar zbierać – legalnie lub nieoficjalnie – wszystkie możliwe komputerowe bazy danych, publiczne bądź prywatne, amerykańskie i zagraniczne. Do tego dołoży dane z obejmującego cały świat systemu podsłuchu satelitarnego ECHELON to jest rozmowy radiowe, telefoniczne, e-maile itp. Udoskonali zbieranie danych z ulicznych i wewnętrznych kamer, metody szybkiej identyfikacji zarejestrowanych. System ma być gotów za pięć lat.

Na czele I.A.O. stoi admirał John Poindexter. W latach osiemdziesiątych zeszłego wieku kierował aferą `Irangate’. Wbrew decyzji Kongresu zorganizował przemyt na wielką skalę broni dla proamerykańskich `contras’ w Nikaragui a zyski przeznaczył na dostarczenie Iranowi broni, choć Iran był objętym embargiem wrogiem Ameryki . W operacji pośredniczył Izrael. Contras płacili za broń ogromnymi transportami kokainy.
Dzisiejszy szef I.A.O. w 1990 roku został uznany przez sąd za winnego `spisku i niszczenia dowodów’. Rząd kostorykański oskarżył go przed sądem za zorganizowanie tam wielkiego przemytu narkotyków. Według organizacji praw człowieka projekt Totalnego Rozpoznania Informacji może sprawić, że pojęcie `życie prywatne’ straci sens

Osiągnięcia Małysza

2 medale olimpijskie(srebrny i brazowy)
5 medali MŚ w tym 4 zlote i 1 srebrny
4 krysztalowe kule
1 malą krysztalową kule w lotach oraz (2 i 3 miejsce w sezonach 2000/01 i 2002/03)
Wygrana w TCS oraz 3 miejsce w sezonie 2002/03
3 razy wygrywal Turniej Nordycki i raz byl drugi
3 razy wygrawal letnie Grand Prix i byl tez drigu
38 zwyciest w PŚ
75 podium w PŚ
19 zwyciest w Mistrzostwach Polski zima i 14 latem
4 krotnie oglaszany najlepszym sportowcem roku
jesli uwarzacie takiego wielkigo mistrza za dno czy nielota jestescie chorzy na glowe i musicie sie leczyc..
wpisujecie miasya ktore gratuluja naszemu Adasiowi a pogardzaja tym co go osmieszaja…

~wierny kibic , 19.03.2009 10:12

Premiera Pawlaka przekrętów parę

oto młody Pawlak
W 1993 lub 94 w gazecie ekonomicznej CASH pojawił się wywiad w którym tuz po aferze INTERAMS były wówczas Pan premier Pawlak pochwalił się, że w ciągu kilku miesięcy sprzedał polskim rolnikom kilkadziesiat tys. pakietów oprogramowania “do optymalizacji upraw rolnych” lub temu podobne, w wyniku czego zarobił, o ile dobrze pamiętam 8 mln dolarów. W owym czasie byłem dyrektorem międzynarodowej spółki informatycznej zatrudniającej ponad 100 osób i mogłem sobie tylko pomarzyć o takim sukcesie. Wątpliwe, czy w owym czasie w rękach rolników było tyle komputerów i czy byli oni skłonni wydać takie pieniądze. Był to jeden z najbezczelniejszych przekrętów, pełen cynizmu i pogardy dla prawa, przy otwartej kurtynie i nikt nie kiwnął palcem w bucie. Nie dziwota, naszą “elitę” polityczną z lewa do prawa łączy jeden wspólny mianownik – poczucie bezkarności.
Sprawa prawdopodobnie uległa przedawnieniu, ale lektura w CASH jest jeszcze pewnie możliwa (biblioteki, archiwa ?) i byłaby wskazana. Wkrótce po tym wywiadzie CASH skończył swoją działalność w Polsce, o ile pamiętam właściciel był ze Szwajcarii.
Czekam z nadzieją, że Pan Pawlak i tacy jak on staną kiedyś przed obliczem Temidy i znajdą się tam gdzie ich miejsce – w więzieniu, a ich majątki zostaną przejęte przez SP na poczet częściowego choćby zadośćuczynienia

~kaszub , 12.03.2009 07:30

Wrócić ? Nie wrócić ? Oto jest pytanie … emigranta

DLA WSZYSTKICH MYSLACYCH O POWROCIE Z EMIGRACJI !!!
~USPOKOJONY

wczoraj, 14:08

Naczytalem sie na na Onecie o Polsce i jej blyskawicznym , niemozliwym wrecz do ogarniecia rozwoju i ogolnej poprawie zycia w kazdej niemal sferze . Zaczalem w koncu myslec ze chyba jestem niedorozwiniety marnujac swoje szanse siedzac w USA i pomimo uplywu 10 lat nie osiagajac niczego znaczacego . Zaczalem popadac w depresje myslac ze wszyscy w Polsce robia pieniadze i kariery a ja dorobilem sie tylko malego domku i 5 letniego samochodu . Przezornie jednak , wiedzac jak zwodne moga byc informacje zawarte w internecie zalatwilem sobie zielona karte z mozliwoscia powrotu do stanow i postanowilem porownac to co sobie myslalem z rzeczywistoscia .Zalozylem ze zostane w Polsce jesli wszystko bedzie ok. Po przylocie do polski przezylem szok . Te wszystkie bzdury ktorymi karmilem swoj mozg i serce okazaly sie wielkim klamstwem . W Polsce nie zmienilo sie ZUPELNIE NIC ! Teraz dopiero ze zdwojona sila zobaczylem i poczulem to co bylo pierwotnym powodem mojego wyjazdu . Wiecznie zasnute ciezkimi olowianymi chmurami niebo , dziurawe ulice ,wywracajace oczami na kazde pytanie expedientki i urzedniczki ,wielu pijanych gosci z wasami ktorzy spogladaja na ciebie tak jakby chcieli cie zabic , wszedobylskie chamstwo i nietolerancja , kosmiczne ceny wszystkiego a najbardziej rozmow telefonicznych , nieruchomosci i benzyny a do tego wszystkiego absolutnie beznadziejne zarobki .Poza tym dalej kosciolek co niedziela , markowe ciuchy i solarium chocby na kredyt ale zeby sasiedzi zazdroscili. Kiedy bylem pytany jak mi sie podoba i grzecznie stwierdzalem ze nie jest tak jak sobie wyobrazaem , ze ogolnie nie za bardzo , spotykalem sie z agresja . Wszyscy sie dziwili ze nie dostrzegam tych wielu zmian na lepsze. Nowych budynkow , lepszych samochodow na ulicach (to akurat prawda) i wogole o jakim chamstwie na ulicach ja mowie .Nikt nie rozumial ze siedzac na tylku i nigdzie nie wyjezdzajac nie mozna tego z niczym porownac i poprostu sie tego nie widzi . Wiem ze zostane mocno opluty za swoja wypowiedz , przez urazonych rodakow ale taka jest prawda . Mnie rowniez jest przykro ze moj kraj to tak ponure miejsce . Nie twierdze ze USA to raj . Jesli jednak porownujemy te dwa kraje to kontrast na korzysc stanow jest ogromny. Pisze to wszystko przede wszystkim dla takich jak ja sam bylem .Ludzi siedzacych nielegalnie i mowiacych sobie co ja tu wlasciwie robie skoro tam rodzina ,koledzy i tak fajnie . NIE ,NIE ,NIE, NIE JEST TAM FAJNIE !!! RODZINA I KOLEDZY FAKTYCZNIE SA SUPER ALE JAK WPADASZ NA ODWIEDZINY . JESLI TAM MIESZKASZ TO JUZ NIE JEST TAK CZESTO TAK MILO . POZA TYM ONI NIE DADZA CI PRACY I NIE BARDZO POMOGA BO SAMI NIEWIELE MAJA . JA BYLEM ,NA WLASNE OCZY ZOBACZYLEM I Z RADOSCIA WROCILEM . THANKS US FOR LETTING ME COME BACK :-) P>S Jesli chodzi o polskie jedzenie to faktycznie smakuje wspaniale .

Wywiad z Apoloniuszem Tajnerem na koniec sezonu 2009/2010

Przeczytajcie !!! Tak będzie wyglądał wywiad kończący tegoroczny Puchar
Świata po konkursie w Planicy, Apoloniusz Tajner i Maciej Kurzajewski.

Maciej Kurzajewski (MK): Panie Trenerze /Tajner w tym czasie zaczyna machać głową/, dzisiejszy konkurs Pucharu Świata, kończący sezon 2008 – 2009 z nowym rekordem świata. Gregor Schlierenzauer dokonał rzeczy nieprawdopodobnej, skoczył i wylądował 245 metrów. Polacy latali dziś zdecydowanie bliżej, Adam Małysz 180 metrów, to daje mu w łącznej klasyfikacji zawodów 28 miejsce, pozostali nasi reprezentancji, no cóż, może lepiej pomińmy ten temat.

Apoloniusz Tajner (AT): Tak, Gregor skoczył dziś rzeczywiście bardzo dobrze, chociaż należy powiedzieć otwarcie, że warunki na jakie trafił, premiowały by dziś niemal każdego skoczka z czołówki światowej do podobnej odległości. Podobnie rzecz się ma z Małyszem i resztą Polaków. Skoczyli naprawdę bardzo poprawnie, lecz kiwałem głową z niedowierzaniem, w jakich warunkach przyszło im skakać.

MK: Podsumujmy tegoroczny sezon w wykonaniu naszych zawodników, pierwsze pytanie, jak występy naszych reprezentantów ocenia Prezes Polskiego Związku Narciarskiego, drugie, chyba najbardziej nurtujące kibiców, czy Łukasz Kruczek zostanie na stanowisku trenera kadry?

AT: No cóż, teraz jest taki okres czasu, że będziemy analizować występu naszych zawodników, jak i pracę zespołu szkoleniowego. Ja ten sezon oceniam bardzo dobrze. Nasi skakali bardzo równo i bardzo powtarzalnie, pewne błędy być może miały miejsce, ale głównie za sprawą braku szczęścia i niesprzyjających warunków które jak fatum przyczepiły się do polskich skoczków. Zawsze zwracam uwagę na te chorągiewki, które trzymają poszczególni trenerzy przed wypuszczeniem zawodnika z belki startowej. Jestem niezmiernie przekonany, że gdyby choć w jednym konkursie, któryś z Polaków trafił na taki wiatr, na jaki szczęśliwie trafiał Schlierenzauer i reszta Austriaków, równie dobrze Kryształową Kulę odbierałby dziś np. Adam Małysz.

MK: To prawda co pan mówi, tym bardziej, że gdy było choć trochę ciszy i wiatr był jednakowy dla wszystkich, nasi radzili sobie rzeczywiście przyzwoicie.

AT: Dokładnie tak, że tylko wspomnę o wspaniałych dla nas Mistrzostwach Świata w Libercu, gdzie Kamil Stoch pokazał, że stać go na równą walkę z najlepszymi i gdyby nie wcześniej wspomniany brak szczęścia, połączony z brakiem dobrych warunków przy oddawaniu skoku, zakończyłby ten sezon z medalem Mistrzostw Świata. Podobnie jak nasza drużyna, pokazała, że jest w tej czołówce najlepszych ekip świata i są to ciągle bardzo młodzi chłopcy, z których już w przyszłym sezonie z pewnością będziemy mieli dużo radości. Do tego grona dołączą jeszcze pozostali bardzo utalentowani zawodnicy, jak Marcin Bachleda i Piotr Żyła. A już dużo pokazali, gdy aż siódemka naszych awansowała do serii finałowej zakopiańskiego Pucharu Świata, tak dobrze nie było od lat.

MK: Ale powiedzmy też uczciwie, że do Zakopanego z racji zbliżających się w tym czasie przywołanych tu przez pana Mistrzostw Świata, nie przyjechało wielu znakomitych zawodników.

AT: To nic, nawet gdyby przyjechali, był to chyba jedyny w tym sezonie obiektywny konkurs, gdzie wiatr nie rozdawał kart i gdzie Polacy pokazali swoje prawdziwe oblicze.

MK: Może więc zawody Pucharu Świata rozgrywać w hali, wtedy Polacy zdominowaliby tę dyscyplinę sportu?

AT: Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

MK: Panie trenerze, pytałem o Łukasza Kruczka…

AT: Tak. Zostanie, bez wątpienia zostanie. Jest to młody, a już wybitny trener, przed nim wielkie perspektywy, całą pracę sztabu szkoleniowego oceniam jak najlepiej. Rozważamy możliwość podpisania z Łukaszem długoterminowego kontraktu, bowiem tak dobrego trenera Polska reprezentacja nie miała od dawna, a od jak dawna? To państwu pozostawiam do rozważenia, przy kim Adam Małysz trzykrotnie z rzędu sięgał po tytuł najlepszego skoczka w sezonach Pucharu Świata.

MK: Proszę Państwa, za moment za naszymi plecami odbędzie się dekoracja zwycięzców dzisiejszych zawodów i tegorocznego cyklu Pucharu Świata. My powoli będziemy się z państwem żegnać. Panie trenerze, ostatnie słowa podsumowań, w generalnej klasyfikacji Pucharu Świata: Adam Małysz 25, Kamil Stoch 35, pozostali nasi zawodnicy poza generalną 50. Są chyba powody do zadowolenia i patrzenia w różowych kolorach na przyszłość, przed nami sezon olimpijski.

AT: Absolutnie tak, rezultaty osiągane przez naszych zawodników w tym sezonie dają podstawy do tego, aby móc przypuszczać, że w sezonie olimpijskim potężna praca Łukasza Kruczka zaowocuje dla naszych sportowców upragnionymi medalami olimpijskimi i, że za rok o tej porze trzech Polaków ustawi się w kolejce przed tym podium, widocznym za naszymi plecami. Jednak podkreślam – stanie się tak tylko wtedy, gdy formę i powtarzalność skoków, poprzemy szczęściem i dobrymi warunkami, a tego w tym sezonie było jak na lekarstwo. Taki to już nasz pech.

MK: Dziękujemy państwu (Apoloniusz Tajner znów zaczyna machać głową), pełni optymizmu widzimy się już w sezonie 2009/ 2010. Do zobaczenia (Apoloniusz Tajnera machnął głową, aż czapa z daszkiem się zsuneła).

REKLAMA…..

The End.

~BartoszL , 08.03.2009 23:57

SIŁY ZBROJNE IRANU

IRAN
SIŁY LADOWE: Armia liczy 732 tyś żołnierzy ( dane na 2008 rok SPRAWNOŚĆ SPRZETU 76% ).
CZOŁGI:
T-55 – 303 SZT
T-62 – 156 SZT
T-72 – 480 SZT
M-60 – 24 SZT
CENTURION – 46 SZT
TOSAN – 120 SZT
ZULFIQAR-I – 100 SZT
ZULFIQAR-II – 269 SZT
ZULFIQAR-III – 507 SZT ( NAJNOWSZY IRAŃSKI CZOŁG GENERACJA II PLUS )
BOJOWE WOZY PIECHOTY, TRANSPORTERY OPANCERZONE, CIĘŻARÓWKI, RADARY, OBRONA PRZECIWLOTNICZA, ARTYLERIA I HAUBICE:
BRM-2 – 67 SZT
BRDM-2 — 345 SZT
BTR-40 – 2885 SZT
A-1 – 770 SZT
A-2 – 544 SZT
RAAD – 1321 SZT
KHODRO – 2750 SZT
SAIPA – 2924 SZT
BAHMAN – 1967 SZT
BURACH – 456 SZT ( NAJNOWSZY TRANSPORTER OPANCERZONY IRANU )
GAZ – 148 SZT
S 300 – 1 ZESTAW ( ROZMIESZCZONY W POBLIŻU TEHERANU )
S-200 – 20 ZESTAWÓW
S-125 – 69 ZESTAWÓW
S-100 – 107 ZESTAWÓW
S-75 – 306 ZESTAWÓW
S-25 – 367 ZESTAWÓW
TOR-M-1 – 29 ZESTAWÓW ( ROZMIESZCZONE W OKOLICACH ARAKU, ISFAHAN, NATANZ )
BUK-M-1 – 40 ZESTAWÓW
PANCYR – 15 ZESTAWÓW
PLOT – 35 ZESTAWÓW
IGŁA – 30 ZESTAWÓW
RAPIER – 213 ZESTAWÓW
SHAHAB – 1 – 26 ZESTAWÓW
SHAHAB – 2 – 25 ZESTAWÓW
SHAHAB – 3 – 19 ZESTAWÓW ( OKOLICE TEHERANU SHAHAB III – 2 100 KM )
MISAGH-1 – 133 ZESTAWY
MISAGH-2 – 84 ZESTAWY
FAJIR-1 – 36 ZESTAWÓW
FAJIR-2 – 73 ZESTAWY
FAJIR-3 – 11 ZESTAWÓW
FATEH – 35 ZESTAWÓW
ZELZAL-1 – 38 ZESTAWÓW
ZELZAL-2 – 18 ZESTAWÓW
WAMPIR – 98 ZESTAWÓW
TOOPHAN – 166 SZT
TUNGUSKA – 8 SZT
BM-21GRAD – 350 SZT
D-10 – 12500 SZT
D-20 – 11105 SZT
MUSZA – 214 SZT
HAU-1 – 1453 SZT
HAU-1-D – 1348 SZT
MOTORY – 150 SZT
LOTNICTWO:
MYSLIWCE:
MIG-19 – 20 SZT
MIG-21 – 10 SZT
MIG-23 – 19 SZT
MIG-27 – 89 SZT
MIG-29 – 25 SZT
F-5 – 80 SZT
F-6 – 20 SZT
F-7 – 40 SZT
RF-4 – 8 SZT
F-14 TOMCAT – 77 SZT ( IRAN JEST JEDYNYM UŻYTKOWNIKIEM NA ŚWIECIE )
MIRAGE F-1 – 12 SZT
DESSAULT – 12 SZT
AZARAKHSH – 53 SZT
SAEQEH – 20 SZT
SHAFAQ – 25 SZT ( NAJNOWSZY MYSLIWIEC IRANU )
BOMBOWCE:
TU-22 – 147 SZT
F-4 – 47 SZT
SU-24 – 25 SZT
SU-25 – 6 SZT
TRANSPORTOWE:
BOEING 747 – 7 SZT
BOEING 707 – 10 SZT
HERCULES – 15 SZT
F-27 – 13 SZT
FALCON – 2 SZT
AERO COMMANDER – 2 SZT
DH C2 – 7 SZT
TANKOWCE:
BOEING -747 – 2 SZT
BOEING -707 – 3 SZT
ROZPOZNAWCZE:
IŁ-76 – 2 SZT
ORION – 1 SZT ( JAKO JEDYNY SŁUŻY NA KORWECIE )
BEZZAŁOGOWE:
3 SZT
TRENINGOWE:
F-33 – 45 SZT
U-22 – 49 SZT
TUCANO – 25 SZT
PC-7 – 35 SZT
TB-21 – 6 SZT
TB-200 – 6 SZT
SHAFAQ – 15 SZT
MASZYNY DO WALKI RADIOELEKTRONICZNEJ:
TU-16 – 32 SZT
SU-24 – 28 SZT
ŚMIGŁOWCE BOJOWE:
COBRA – 50 SZT
PANHA – 35 SZT
AB-205 – 6 SZT
AB-206 – 72 SZT
AB-212 – 5 SZT
ŚMIGŁOWCE TRANSPORTOWE:
HH-34F – 10 SZT
CH-47C – 24 SZT
S-61 – 6 SZT
MI-1 – 18 SZT
MI-2 – 22 SZT
MI-4 – 4 SZT
MI-6 – 2 SZT
MI-8 – 84 SZT
MARYNARKA:
MYSLIWSKIE KONWENCJONALNE OKRĘTY PODWODNE:
KILO – 3 SZT ( WYP. W TORPEDY KAWITACYJNE HOTT JEDNE Z NAJSZYBSZYCH NA ŚWIECIE )
MINI OKRĘTY PODWODNE – 10 SZT ( WYP. W TORPEDY NOOR I KOWSAR )
FREGATY:
ALVAND – 1 SZT
ALBORZ – 1 SZT
SABALAN – 1 SZT
SACHESS – 1 SZT
KORWETA:
3 SZT ( NA JEDNEJ STACJONUJE SAMOLOT ROZPOZNAWCZY ORION )
TRANSPORTOWY:
1 SZT
DESANTOWE:
19 SZT
PATROLOWE:
41 SZT
KUTRY RAKIETOWE:
48 SZT

Bracia Kaczyńscy

1) Pierwszy cudowny przypadek w życiu Jarosława to zawrotna kariera jego ojca Rajmunda. Tuż po wojnie żołnierzy AK, rozstrzeliwano, osadzano w więzieniach, sadzano na nogach od stołka, torturowano, w najlepszym razie wykluczano z życia społecznego. Tymczasem Rajmund Kaczyński, żołnierz AK, tuż po wojnie, dostaje od stalinowskiej władzy wypasiony apartament na Żoliborzu, jak na tamte czasy rzecz poza zasięgiem zwykłego obywatela, nawet szarego członka PZPR. 2) Cud drugi, żołnierz AK, mąż sanitariuszki AK, dostaje posadę wykładowcy na Politechnice Warszawskiej i oboje żyją sobie z jednej pensji jak pączki w maśle. W tym czasie gdy w Polsce rządzi Bierut, a właściwie Stalin rządzi Bierutem, posada dla Akowca na uczelni brzmi jak ponury żart, jednak rzecz miała miejsce. 3) Cud trzeci, rodzą się bliźniaki i jako dzieci akowskiego małżeństwa, na początku lat 60, kiedy większość dzieci akowców opłakuje swoich rodziców, albo czeka na ich powrót z więzienia, nasze orły zabawiają się w reżimowej TV. 4) Cud czwarty. Jarosław Kaczyński jako jedyny działacz opozycji, kręgu doradców Lecha Wałęsy nie zostaje internowany. 5) Cud piąty, Jarosław Kaczyński odmawia (tak twierdzi) podpisania lojalki, jako jedyny opozycjonista odmawiający władzy PRL zostaje zwolniony do domu, co więcej nikt go nie nęka, w okresie 1982-1989. 6) Cud szósty, Jarosław Kaczyński jako jedyny opozycjonista ma sfałszowaną teczkę i jako jedyny opozycjonista domagający się powszechnej lustracji, ujawnia swoja teczkę dopiero po naciskach prasy. 7) Cud siódmy to cud zagadka. Jaki jest związek między ofiarowanym Rajmundowi Kaczyńskiemu przez PRL apartamentem na Żoliborzu, pracą w czasach stalinowskich na Politechnice Warszawskiej, karierą filmową bliźniaków i brakiem internowania Jarosława Kaczyńskiego w stanie wojennym? Kto wie? Czym aż tak bardzo mógł zaimponować władzy ludowej żołnierz AK Rajmund Kaczyński, że władza otoczyła jego samego, jego żonę z AK i dzieci szczególna troską. Opowieściami o wykańczaniu bolszewików? Kto wie, czym mógł zaimponować oficerowi SB Jarosław Kaczyński, że ten po odmowie podpisania lojalki wypuścił go wolno i nigdy już nie nękał?

~antek_emigrant , 04.03.2009 18:10

Ekonomiczny atak 11 września 2008?

Dlaczego tej wiadomości nie ma w mediach?
Dziennikarze do roboty !!!!
Czy miał miejsce ekonomiczny atak w 7 rocznicę 11 września w 2008?

Nawiązując do wczorajszej wypowiedzi szefa FEDu, ze recesja się skończy w ciągu roku. W świetle poniższego czy można mu ufać. Usiłując wyjaśnić złożoność problemów finansowych stanowiących zmorę USA, mało dotychczas znany szerszej publiczności polityk ujawnił zdumiewające kulisy dramatu, jaki w Waszyngtonie rozegrał się przed kilkoma miesiącami, dokładnie w 7. rocznicę terrorystycznych ataków z 11 września. W końcu stycznia 2009 r. (prawdopodobnie 28 ) na antenie C-SPAN wystąpił członek Izby Reprezentantów USA Paul Kanjorski (demokrata polskiego pochodzenia). W Izbie pełni funkcję przewodniczącego jednej z podkomisji Komisji Rynków Kapitałowych. – Dlaczego to zrobiliśmy? – tłumaczył Kanjorski fakt swego przyłączenia się do większości kongresmenów, którzy głosowali za dodatkową porcją miliardów dla wielkich instytucji finansowych. – Zrobiliśmy to, ponieważ; Spójrzcie, ja byłem tam, kiedy sekretarz skarbu i przewodniczący Federalnej Rezerwy przybyli w owe dni i rozmawiali z członkami Kongresu o tym, co się działo; było to około 15 września. Oto fakty, a my nawet nie rozmawiamy o tych rzeczach. W czwartektj 11 września około 11 rano!!!!!! – podk. by gnosis Federalna Rezerwa zauważyła ogromny pobór pieniędzy z kont rynku pieniężnego w Stanach Zjednoczonych, na kwotę 550 miliardów dolarów, wycofanych w ciągu około godziny lub dwóch. Departament Skarbu otworzył swe okno, żeby dopomóc, wpompował 105 miliardów dolarów do systemu i szybko sobie uświadomił, że nie mogą zatamować tego odpływu. Przeżywaliśmy elektroniczny nalot na banki. To jest to, co się faktycznie wydarzyło. Gdyby tego nie zrobili, ich szacunki mówiły, że do godziny 2:00 owego popołudnia 5,5 tryliona dolarów wycofanoby z systemu rynku pieniężnego Stanów Zjednoczonych, co powaliłoby całą ekonomię Stanów Zjednoczonych, a po upływie 24 godzin ekonomia światowa zawaliłaby się [również]. Rozmawaliśmy w owym czasie o tym, co by się stało, gdyby tak się stało. Byłby to koniec naszego ekonomicznego i politycznego systemów, jakie znamy, i to właśnie dlatego, kiedy oni na to wskazali, musieliśmy działać i zabrać się do rzeczy tak szybko, jak to zrobiliśmy. W dalszej części swego wystąpienia Kanjorski wyjaśniał w programie Washington Journal zawiłości zaistniałej we wrześniu sytuacji i opowiadał o różnych wariantach działania rozważanych wówczas w Kongresie. Sekretarz skarbu Henry Paulson przystał w końcu na plan zainwestowania w banki sumy 700 miliardów dolarów zaczerpniętej z kieszeni amerykańskiego podatnika. To, jak utrzymywał w C-SPAN Kanjorski, stanowiło o wiele lepsze rozwiązanie, niż wydanie kilku trylionów dolarów na wykupienie toksycznych aktywów bankowych. To było jedyne rozsądne posunięcie – przekonywał. Początek nagrania to telefon widza mającego za złe, że plan Paulsona wpompowania do amerykańskich banków setek miliardów dolarów przynosi korzyści wyłącznie bankierom. Zaatakowany kongresman ujawnił szokujące kulisy załamania systemu bankowego w USA. Tyle wiadomo z szokującej telewizyjnej relacji, dostępnej w oryginalnej postaci pod internetowym adresem http://www.youtube.com/watch?v=8tfRQIL8IKE. Próżno tam jednak szukać odpowiedzi na szereg pytań mogących się nasuwać po zapoznaniu się z sensacyjnym przebiegiem tak długo tajonych wydarzeń z 11 września 2008 r. Dokąd płynęły masowo wycofywane z amerykańskiego systemu pieniądze? Czy była to jakaś skoordynowana akcja, czy tylko przypadkowy zbieg okoliczności? Czy ktoś dokonał celowego ataku finansowego na Amerykę i świat? Jakie mogły kryć się za tym motywy? Rozważań na ten temat jakoś nie widać, przynajmniej na razie, w mediach tzw. głównego nurtu. Ale istnieją pewne próby wyjaśnienia sytuacji w internetowych mediach alternatywnych.

~tirpse , 25.02.2009 14:00

Marcinkiewicz i Izabell

I tak to się właśnie robi, drogie dziewczęta!!!!
~stary ale jary

dzisiaj, 01:16

Przez przypadek, na imprezie dostaje się cynk od kumpeli, że w Londynie jest facio, co może robotę w Citi załatwić za nieduże dla niego pieniądze w sumie (odpalasz mu 25%)…Następnie idzie sie do ulubionej dyskoteki pod Elblągiem (tam się zamieszkuje) i robi pożegnanie z wartościowymi przyjaciółmi (kumpelkami i chłopakami i całym stuffem). Sprzedaje się na Allegro kompakty Britney Spears i dwa roczniki Bravo Girl (BCM – na bilet do Londynu). Leci się Rayneairem na Gatwick. Autobusem do Londynu i w 8 kumpelek śpi się w wynajętym małym “flat”. Po 2 miechach okazuje się, że roboty nie ma, bo gościu okazał się trefny (polak-oszust) ale koleżanka znajomej ze Szkocji ma przyjaciela w Busscon Bank i można się tam wkręcić na asystentkę społeczną, tylko trzeba być gotową na różne wyzwania…Następnie po kilku tygodniach różnych spotkań, konsultacji i nocnych debat, idzie się (w zastępstwie chorej szefowej) na raut, bibkę taką z okazji podsumowania roku finansowego i tam…poznaje się faceta, który wydaje się być znany, bo wszyscy się z nim witają i robią sobie z nim foty. No to zasuwa się do niego i mówi się, że jest taki super…On zaprasza na kawę i po dwóch tygodniach mu się mówi, że romans i łóżko to owszem ale jeśli kopnie w d…ę swoją dotychczasową żonę. On zbałamucony perspektywą młodego mięska naturalnie idzie na ten deal. No i już po kulku dniach wysyła się do Super Expresu swoje zdjęcia (babcia czyta tę gazetkę, to się ucieszy), można się również pokazać w TV (kumpelki zzielenieją z zazdrości, że mam taką fajną bluzeczkę!), można udzielić wywiadu na temat uczciwości i drogi do kariery, można wreszcie zostać literatką i poetką co się zowie! Wiersze (wstrząsająco głębokie) będą publikowane w popularnym i szanującym się portalu Onet.pl. Niedługo na podstawie jej życiowych przeżyć i perypetii powstanie film: “Iza and her stormy life”. Będą wywiady, wizyty w Londyńskim Domu Polonii i będzie się sławną w kraju, za granicą i…nie tylko!!!
I tak to się właśnie robi drogie dziewczynki! I pamiętajcie: nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie…itd itp

Opcje walutowe i bankructwa firm

W wyniku handlu opcjami walutowymi i ataku na kurs złotówki, a także pokaźnym dywidendom wypłacanym przez banki, z Polski wypłynąć mogło w ciągu ostatniego roku nawet 20-30 mld zł. W procederze tym główną rolę odegrały spółki związane z Cezarym Stypułkowskim i Janem Krzysztofem Bieleckim
Recesja w krajach ościennych, rosnące bezrobocie, gwałtowne spowolnienie wzrostu gospodarczego, zatory płatnicze wywołane przez rząd – to nie jedyne kłopoty przedsiębiorców w Polsce. Gwoździem do trumny krajowej ekonomii mogą okazać się tzw. opcje walutowe, sprzedawane przez banki setkom firm od lipca do października 2008 r. Na podstawie tych kontraktów polskie spółki muszą dziś przekazywać większość lub całość swoich zysków za granicę.

Jak do tego doszło? Wszystko wskazuje na to, że polscy biznesmeni padli ofiarą nie tyle własnej lekkomyślności, ile brutalnej akcji międzynarodowych banków inwestycyjnych.

Polacy pracują na bankierów

Najprościej rzecz ujmując – opcja walutowa to instrument, dzięki któremu firma eksportująca swoje produkty za granicę może zminimalizować ryzyko kursowe. Główny dostawca tej usługi na rynek polski – amerykański JP Morgan – oferował jednak `pakiety’ z opcjami typu PUT i CALL. Kupno przez spółki tych pierwszych oznaczało nabycie prawa do sprzedaży bankom euro lub dolara po określonym kursie. Był to zatem po prostu rodzaj ubezpieczenia od mocnej złotówki.

Problem w tym, że z bezpiecznymi opcjami PUT banki zaoferowały firmom wystawianie `toksycznych’ opcji CALL. Dzięki nim zagraniczne instytucje finansowe uzyskały prawo do pobierania opłat za wyższy niż zapisany w umowie kurs waluty obcej wobec złotego.

Jak wynika z raportu dr. Mariusza Andrzejewskiego z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie – zdecydowana większość sprzedawanych firmom `pakietów’ składała się z opcji PUT i CALL o różnych nominałach (np. opcja PUT o nominale 200 tys. euro, a opcja CALL – 600 tys. euro), ryzyko nie było więc rozłożone symetrycznie. Spółki mogły niewiele zyskać i niewyobrażalnie dużo stracić.

- Tak skonstruowaną umowę najłatwiej porównać do gry w Dużego Lotka na radykalnie zmienionych zasadach. Wyglądałoby to mniej więcej tak: klient wydaje własne pieniądze na kupon, na którym skreśla sześć z 49 liczb. Jeśli trafi `dwójkę’, `trójkę’ lub `czwórkę’ (czyli złotówka się umocni), dostaje z kasy Totka niewielkie pieniądze. Jeśli jednak padnie `piątka’ lub `szóstka’ (złotówka znacząco spadnie), musi przez kilka lat oddawać Totolotkowi wszystko, co zarobi. Przy czym w naszym przypadku organizator tego hazardu doskonale wiedział, jakie będą wyniki `losowania’ – mówi `GP’ akcjonariusz dużej polskiej firmy, która już ponad połowę swoich zysków musi transferować za granicę.

Podobnych spółek są w Polsce setki. Zakłady Magnezytowe `Ropczyce’ będą musiały w ramach kontraktów opcyjnych zapłacić Bankowi Millennium 12 mln zł, `Ciech’ stracił na opcjach już ponad 100 mln zł (a to dopiero początek), upadające Krośnieńskie Huty Szkła zaksięgowały w rezultacie takich umów stratę w wysokości 39 mln zł. Z racji spowodowanego przez opcje zadłużenia (sięgającego odpowiednio 100 mln zł i 120 mln euro) upadły Odlewnie Polskie i produkujące elektrofiltry `Elwo’. Według biznesmena Zbigniewa Jakubasa – straty naszych firm na opcjach mogą sięgnąć wkrótce ponad 50 mld zł.

Dezinformacja pełna `cudownych’ przypadków

Najważniejsi sprzedawcy opcji walutowych w Polsce to JP Morgan i UniCredit – główny akcjonariusz Pekao SA (choć według rzecznika tego ostatniego banku z opcjami Pekao nie ma problemów, gdyż były one wyłącznie zabezpieczeniem `ryzyka wynikającego z działalności handlowej klienta’). W międzynarodowej radzie tego pierwszego banku zasiada od kilku miesięcy były komunista Anatolij Czubajs, jeden z `ojców’ kariery politycznej Putina. Szefem bankowości inwestycyjnej JP Morgan na Europę Środkowo-Wschodnią jest Cezary Stypułkowski – słynny eksprezes Banku Handlowego związanego z aferą FOZZ. W polskich spółkach należących do UniCredit pracuje lub pracowało z kolei wielu ludzi związanych z KL-D i PO, m.in. Jan Krzysztof Bielecki oraz obecny minister finansów Jacek Rostowski.

Dlatego – choć hipoteza, że te międzynarodowe holdingi znały przyszły kurs złotego i nań wpływały, może wydawać się teorią spiskową – warto przyjrzeć się pewnym `cudownym’ zbiegom okoliczności towarzyszącym zawieraniu `toksycznych’ kontraktów opcyjnych.
W wyniku handlu opcjami walutowymi i ataku na kurs złotówki, a także pokaźnym dywidendom wypłacanym przez banki, z Polski wypłynąć mogło w ciągu ostatniego roku nawet 20-30 mld zł. W procederze tym główną rolę odegrały spółki związane z Cezarym Stypułkowskim i Janem Krzysztofem Bieleckim

Przede wszystkim większość analityków finansowych – ze szczególnym uwzględnieniem ekonomistów z banków sprzedających opcje – przekonywało latem i jesienią, że złoty będzie się umacniał względem euro i dolara. Pod koniec czerwca 2008 r. analityk Pekao SA, Marcin Bilbin, twierdził np., że `umocnienie złotego będzie trwało’, a `trend wzrostowy w dłuższej perspektywie jest jasny i nie powinno się tutaj nic zmienić’ (`Rzeczpospolita’ 27.06.08).

W lipcu Bilbin był jeszcze większym optymistą: `Wprawdzie ostatnio złoty umacniał się szybciej, niż wskazywałyby na to przesłanki fundamentalne, ale wiele czynników, w tym perspektywa wejścia Polski do strefy euro, przemawia za tym, że w długim okresie złoty będzie silną walutą’ (`GW’ 24.07.08). W tym samym dniu – a był to szczytowy okres handlu opcjami – analityk Pekao SA roztaczał świetlane wizje złotówki także w `Rzeczpospolitej’: `Przy solidnych fundamentach gospodarki ryzyko osłabienia złotego jest małe. [...] Większość prognoz bankowych wskazuje, że złoty pozostanie silny. Wprawdzie trudno liczyć, iż dalej będzie się tak szybko umacniał jak dotychczas, ale w najgorszym razie frank nie powinien zdrożeć więcej niż o kilka procent’.

Podobnie zachowywali się inni bankowi ekonomiści. Jeszcze jesienią 2008 r. analitycy BPH (gdzie UniCredit ma udziały) uspokajali, że `niebawem rynek zacznie doceniać solidne podstawy naszej gospodarki i złoty zacznie zyskiwać’ (`GW’ 9. 09.08). `Wszystko się tutaj powoli uspokoi i złotówka zacznie się umacniać. Wpływ na to będzie miało dążenie naszego kraju do wejścia do strefy euro’ – dodawał Alfred Adamiec, doradca inwestycyjny Noble Banku (`GW’ 30.10.08). Co ciekawe – w listopadzie, gdy zaprzestano zawierać umowy na opcje walutowe – optymistyczne głosy specjalistów od złotówki ucichły.

JP Morgan i UniCredit atakują

Banki, które pół roku temu przepowiadały (ustami analityków) umocnienie się złotego, sprzedając jednocześnie asymetryczne opcje walutowe, z pewnością wiedziały, że wakacyjny, rekordowo wysoki kurs złotówki to wynik prowadzonej z zimną krwią gry spekulacyjnej. Nawet wspominany już Marcin Bilbin z Pekao SA przyznawał ostrożnie w lipcu 2008 r., że za rekordową pozycją złotego stoi `wzrost aktywności banków londyńskich i amerykańskich na naszym rynku’. Czy spekulacji tych nie dokonywali przypadkiem sami sprzedawcy opcji walutowych?

Tego na razie nie wiemy – mamy natomiast prawo przypuszczać, że jesienią 2008 r., gdy złotówka zaczęła nagle lecieć w dół, spadkom tym pomagały właśnie… JP Morgan i UniCredit. Pierwsza z tych instytucji, sprzedająca w Polsce opcje głównie za pośrednictwem lokalnych banków, pod koniec października opublikowała wyjątkowo nierzetelny raport na temat sytuacji polskich finansów. Zawarto w nim m.in. sugestię, że nasz kraj czekać będzie znacznie gorszy kryzys niż na Węgrzech, a złoty jest dużo słabszą walutą niż forint. Raport, z którym mogli zapoznać się inwestorzy na całym świecie, mógł odbić się na złotówce jedynie negatywnie.

Inną zagrywką JP Morgan był tzw. fixing cudów na warszawskiej giełdzie. Osoby związane z tą spółką sztucznie zawyżyły rynek akcji, aby zarobić w tym samym czasie na obstawieniu spadków na rynku kontraktów terminowych i wywołać zamieszanie na giełdzie (sprawa trafiła do prokuratury). Jakby tego jeszcze było mało, w tym samym czasie (10 listopada) ukazał się kolejny raport JP Morgan, zawierający fatalne prognozy dla polskiej gospodarki. Następny dokument, który nie wpłynął dobrze na złotego, opublikowano w grudniu – zawierał on zupełnie niewiarygodną prognozę, że za rok euro kosztować będzie 2,81 zł (kilka dni później analitycy Morgana tłumaczyli, że… pomylili euro z dolarem). Nie trzeba dodawać, że każde osłabienie złotówki oznaczało (i oznacza) dla JP Morgan milionowe wpływy – oczywiście z zysków wypracowanych przez polskie firmy…

W wyniku handlu opcjami walutowymi i ataku na kurs złotówki, a także pokaźnym dywidendom wypłacanym przez banki, z Polski wypłynąć mogło w ciągu ostatniego roku nawet 20-30 mld zł. W procederze tym główną rolę odegrały spółki związane z Cezarym Stypułkowskim i Janem Krzysztofem Bieleckim

Na wzroście polskiej waluty nie zależało też z pewnością holdingowi UniCredit, którego analityk bezpodstawnie obniżył w listopadzie 2008 r. cenę docelową akcji Lotosu z 25 zł do… zera. Zdaniem Andrzeja Szcześniaka, eksperta paliwowego, był to atak spekulacyjny na Lotos, mający na celu obniżenie jego wartości. Lotos, przypomnijmy, to jedna z kilku strategicznych grup kapitałowych w Polsce – osłabienie jej pozycji na rynku spowodowałoby gwałtowną zniżkę kursu złotego.

Ratujmy polską gospodarkę

Głównymi beneficjentami handlu opcjami walutowymi są ich pierwotni sprzedawcy (JP Morgan i UniCredit, a także – jak ustalił `Parkiet’ – Citigroup), a nie pośredniczące w procederze polskie filie zachodnich banków. Niewykluczone więc, że cała akcja to druga faza transferu polskich pieniędzy do zachodnich banków, mocno podupadłych w wyniku ogólnoświatowego kryzysu.

Za pierwszy etap tej operacji można uznać wyjątkowo wysokie dywidendy, jakie oddziały banków w Polsce wypłacały swoim głównym akcjonariuszom, czyli spółkom-matkom. Dla przykładu: 23 kwietnia 2008 r., wbrew stanowisku Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), Pekao SA wypłaciło rekordową dywidendę w wysokości – uwaga – 2,5 mld zł. Większość z tej gigantycznej sumy, przewyższającej zysk netto banku (!) za rok 2007, trafiła oczywiście do przeżywającego poważne kłopoty UniCredit. Włosi, a także prezes Pekao SA Jan Krzysztof Bielecki, nie przejęli się przy tym faktem, że po wypłacie dywidendy akcje polskiej spółki spadły w ciągu paru miesięcy aż o 22 proc. Dziwnie zachowali się w tej sytuacji także przedstawiciele skarbu państwa, którzy głosowali za dywidendą, wiedząc, że jej wypłata była dla mniejszościowych akcjonariuszy (a więc i dla SP) niekorzystna.

Owa beztroska urzędników państwowych – zarówno w przypadku dywidendy Pekao, jak i w sprawie handlu opcjami – każe niestety sądzić, że zachodnie banki inwestycyjne będą drenować polskie firmy jeszcze przez kilkadziesiąt miesięcy. Jedyną szansą na przetrwanie dla przedsiębiorców, którzy przegrali na kontraktach opcyjnych, pozostaje ich unieważnienie – bądź to na drodze ustawowej, bądź sądowej (niektóre firmy już zresztą złożyły pozwy przeciw bankom). W przeciwnym razie stracimy setki przynoszących zyski firm, a nasza gospodarka – i tak osłabiona już przez kryzys – szybko znajdzie się na skraju przepaści.

Jak najłatwiej unieważnić opcje? Wicepremier Waldemar Pawlak, który chyba jako jedyny członek rządu PO-PSL dostrzegł skalę grożącego Polsce niebezpieczeństwa, skłania się ku rozwiązaniu ustawowemu. Jego zdaniem – podstawy prawne dla unieważnienia umów na opcje można wywieść z prawa europejskiego, a nawet kodeksu cywilnego, zakazujących realizacji umów prowadzących do wyzysku jednej ze stron. Ustawowe anulowanie kontraktów opcyjnych zaleca także cytowany już dr Mariusz Andrzejewski, który w swoim naukowym raporcie udowodnił, że `toksyczne’, asymetryczne opcje były transakcjami czysto hazardowymi. Czy jednak na propozycje Pawlaka zgodzi się PO?

Minister finansów Jacek Rostowski – notabene były doradca zarządu Pekao SA – stwierdził, że ma `poważne wątpliwości, czy jakakolwiek forma unieważnienia opcji byłaby z zgodna konstytucją’. Poza tym – jak dodał w rozmowie z `Rzeczpospolitą’ – `prawo nie działa wstecz’, a `jeśli firma zawarła kontrakt z pięcioma bankami, z każdym na sumę oczekiwanych dochodów z eksportu, to trudno mówić o roztropności’.

Grzegorz Wierzchołowski