Spisek World Trade Center:
Godzina W

11 września rano prezydent Bush jedzie czytać dzieciom bajki w jednej z amerykańskich szkół. To prawda znana z dawien dawna, że wódz najlepiej fotografuje się z dziećmi. W pewnym momencie do klasy wchodzi jeden z doradców i mówi mu na ucho, że terroryści uderzyli w obie wieże. Prezydent siedzi wśród dzieci jeszcze 7 minut. – A więc stało się – myśli sobie. – Za chwilę wyjdę stąd, będę przemawiał do narodu, a Ameryka będzie mnie słuchać. Zostanę prawdziwym wodzem. Dawni przeciwnicy już mi nie podskoczą. Powiem, że nie spoczniemy, póki nie schwytamy wrogów. Wreszcie załatwimy Husseina.

A Osamę zamknie się w jaskini, aż do pomyślnej realizacji wszystkich naszych planów.

Pięć „ale”

Najwięcej wątpliwości budzi 5 kwestii. (1) Dlaczego system obrony powietrznej NORAD, który zwykle przejmował podejrzane samoloty w ok. 7 minut nie zadziałał tego dnia w ciągu 2 godzin w przypadku aż czterech samolotów? (2) Jakim cudem Boeing 767 o rozpiętości skrzydeł 47 m mógł wbić się w Pentagon zostawiając 5-metrową (!) dziurę, nie wywołując ogromnego pożaru, a jednak spalając się tak, że nie zostały po nim żadne szczątki? (3) Jak czwarty samolot, który rozbił się w Pensylwanii, mógł dosłownie zapaść się pod ziemię bez śladu? (4) W jaki sposób dwa wieżowce, konstruowane specjalnie tak, by przetrwały uderzenia samolotów, zawaliły się i to w sposób możliwy jedynie przy kontrolowanych wyburzeniach? (5) Dlaczego w ten sam sposób zawalił się stojący w pewnej odległości, objęty jedynie średnimi pożarami, budynek WTC7?

zew@vp.pl , 21.08.2008 22:03
Advertisements