cała prawda : pracowałem 1,5 roku w sphinksie i to co wam w skrócie opiszę może być dla niektórych drastyczne ! : mianowicie – głównym daniem ( 40 % sprzedaży ) jest shoarma – średnio w cenie 19 zł ( prawdziwy koszt tzw foodcost to ok.3,20 zł ( surówka-gotowiec z „biedronki” 0,65 zł,bułka 35 gr,sosy-teoretycznie 30 gr-ale rzeczywisty koszt o połowę mniejszy bo wykorzystywaliśmy zwroty(podobnie jak mięso)a reszta mięcho ( z drobiu ok 30 gr taniej ).świeże rzadko się zdarzało,gdyż kupowaliśmy na ogół 100 kg paczki tzw drugiego sortu( takie których nie można sprzedawać sklepom, bo data ważności minęła,ale do obróbki cieplnej jak najbardziej-codziennie tzw kierownikm zmiany przed otwarciem nalepiał karteczki iż mięso wyciągnięto z zamrażrki i dla tego nie ma oryginalnej nalepki producenta i dopisywał nową datę!dla sanepidu wystarcza, a dla klienta wszystko się puści!zdarzało się więc że były zatrucia itp ale nigdy tego nie udowodnią , bo musi przynajmniej jednego dnia poskarżyć się 5 osób!!!nierealne , gdyż w sphinksie nie robimy imprez zorganizowanych.Ale i tak najlepsze były sytuacje , w których na dzień dobry klient ukazywał swą mądrość nad kelnerem i popisuwa przed panienką! wtedy już po nim!-żarcie które trafiałona jego talerz przechodziło tzw szlak uprzejmości- chopaki z branży kojarzą : najpierw turlanie mięsa po ziemi,potem pierdnięcie ( wystraczy powąchać smażoną cebulę i wiatry przychodziły z miejsca) , kilka kropel śliny i kapek z nosa , a w drastycznychprzypadkach mocz( ale to już naprawdę wyjątkowo)- nie wiem ile tego świnstwa ulatnia się podczas minuty w piekarniku ale satysfakcja zespołu gwarantowana !!! to po krótce,natomiast jeszcze lepsze historie przeżyłem w da grasso- ale o tym następnym razem!

~smacznego , 24.01.2009 22:26

Advertisements