DO AUTORKI ARTYKUŁU!!!
~młody_rozgniewany

wczoraj maj, 22:42

Jesteś idiotką czy tylko udajesz?

Moja sytuacja – mam 25 lat, ukończone studia (dzienne, magister), zacząłem kolejne (zaoczne, licencjat), obecnie odbywam od kilku miesięcy staż. Cały czas szukam oczywiście pracy.
Jakże by inaczej – mieszkam z rodzicami.
Na rozmowy kwalifikacyjne chodzę i mimo, że całkiem nieźle mi idzie i często dostaję się na shortlistę to wszystko się sypie przy negocjacjach zarobków, mimo, że nigdy nie podałem konkretnej kwoty, a pozwoliłem ją oszacować mojemu potencjalnemu pracodawcy.
Moje wynagrodzenie miało obejmować:
– średni koszt wynajmu kawalerki w mieście w którym miałem pracować
– koszty dojazdu w wysokości biletu miesięcznego
– średni koszt opłat za media (woda, gaz, prąd, podstawowe łącze internetowe, telewizji nie oglądam)
– koszt wyżywienia składającego się z 3 posiłków dziennie w postaci zróżnicowanej diety średniej jakości produktów spożywczych (nie mam zamiaru żywić się chemią spożywczą)
– koszty udziału w życiu kulturalnym społeczeństwa (1x w miesiącu wyjście do kina z osobą towarzyszącą – koszt biletów plus dodatki jak średni zestaw przekąsek i napojów; 2x w miesiącu koszty udziału w imprezach wg moich preferencji – wypad do klubu potańczyć, posiedzieć w pubie i pograć w bilard, wypad do kręgielni etc., oczywiście z osobą towarzyszącą)
– dodatkowe fundusze odkładane w postaci oszczędności, które pozwolą raz do roku wyjechać na wakacje w kraju
– po 3 latach pracy dodatkowe fundusze pozwalające raz na 5 lat pozwolić na remont/odnowienie mieszkania (lub wymianę mebli)
– po kolejnych 2 latach dodatkowe fundusze pozwalające mi na kupno na kredyt(max na 10 lat) średniej klasy miejski samochód
– coroczna podwyżka „inflacyjna” by mój standard życia nie pogorszył się w wyniku
działania inflacji
– po ożenieniu się i przyjściu na świat dzieci – podwyżka za każde dziecko w wysokości połowy kosztu utrzymania dziecka

Ja nawet nie muszę widzieć tych pieniędzy, nie muszę wiedzieć ile to jest, nie na nich mi zależy. Mi zależy na tym by ŻYĆ GODNIE!!!

Oczywiście reakcje były różne – od śmiechu po niedowierzanie i niemalże wyrzucanie mnie siłą z siedziby firmy (raz mnie ochrona wyprowadziła).

Nie wszyscy są w stanie złapać pracę zapewniającą im choćby w połowie to wszystko o czym napisałem powyżej, a ogrom Polskiego społeczeństwa funkcjonuje na granicy ubóstwa od lat. Kiedyś ludzie mieli perspektywy, bo było źle i mogło być tylko lepiej. Obecnie mamy to „lepiej” i skoro może być tylko gorzej to wiele osób mniej lub bardziej świadomie rezygnuje lub jest zmuszona zrezygnować z dalszego uczestnictwa w budowaniu społeczeństwa wiedząc, że w przeciwnym razie będą tylko powiększali strefę biedy zamykając na zawsze siebie i swoje dzieci w błędnym kole (w najlepszym wypadku) ubóstwa.
JEŚLI TEGO NIE ROZUMIESZ TO NIE WYPISUJ BZDUR o życiowych kalekach samej pewnie mając niezłe dzieciństwo i pomoc lub to szczęście stabilnej w miarę dobrze płatnej pracy zapewniającej coś więcej niż tylko minimum potrzebne do wegetacji.
Zamień się z kimś na doświadczenia i sytuację, a zapewniam Ciebie – albo oszalejesz z powodu porażek albo zrezygnujesz i mieszkając z rodzicami sama przeczytasz artykuł o życiowych kalekach jak ty, których nie stać na samodzielne utrzymanie, które to oczywiście wynika z winy rodziców, a nie sytuacji gospodarczej w jakiej się te osoby w znakomitej większości znajdują.

Apeluję – wróć przed telewizor pooglądać sobie Ju Ken Dens czy innego Wygibańca z Gwizdami, a poważne tematy zostaw innym, bo ewidentnie nie masz o nich zielonego pojęcia i twój mały rozumek nie jest w stanie pojąc szerszej perspektywy niż ta prezentowana w kolorowych czasopismach dla słodkich idiotek.

Reklamy