za http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=8&action=2&code=2566

Autor: Michał Walczewski Data : 2013-10-07

Podczas rozegranego na dystansie 10 kilometrów biegu „Biegnij Warszawo” zmarł jeden z uczestników. Do tragicznego zdarzenia doszło już za linią mety, gdy zawodnik zatrzymał się po finiszu. Reanimacja nie powiodła się, a o całym zajściu bardzo chętnie informowały wszelkie media telewizyjne.

Nie jest to ani pierwszy, ani ostatni przypadek śmierci na zawodach biegowych. Sytuacje takie zdarzają się niestety co jakiś czas – przypomnijmy, że tylko w zeszłym roku w Polsce zmarły podczas zawodów trzy osoby.

Nie o tym jednak chciałbym dzisiaj napisać. Moją uwagę zwróciły wypowiedzi Pana Roberta Korzeniowskiego dla stacji telewizyjnej, w której nasz Mistrz Olimpijski stwierdził, że udział w biegach powinien być dostępny tylko dla osób posiadających aktualne badania lekarskie i zgodę lekarza. Pan Robert dodał, że być może w efekcie przez pewien czas liczba uczestników biegów spadnie. Hm…

Panie Robercie – w myśli od razu powstało mi kilka pytań. Wiem, że jest Pan byłym zawodnikiem, który osiągnął wszystko, co w swojej dyscyplinie było do osiągnięcia. Jednak jako organizator czy celebryta nie wzbudził Pan tą wypowiedzią mojego zaufania. Oczywiście rozumiem, że zajęcie tego typu stanowiska ładnie sprzedaje się w telewizji, a kategoryczna wymowa budzi zainteresowanie dziennikarzy szukających winnych. Proszę mi jednak odpowiedzieć na następujące pytania:

1. Gdzie mają być owe „badania lekarskie” wykonywane w sytuacji, gdy przychodnie sportowe praktycznie nie istnieją?

2. Kto te badania ma przeprowadzać?

3. JAKIE TO MAJĄ BYĆ BADANIA?

4. Na jakiej podstawie lub szeregu cech „ktoś” ma podejmować decyzję o dopuszczeniu obywatela do startu w zawodach? Proszę podać skrajne warunki, wszak zgoda to albo TAK, albo NIE.

5. Jaki lekarz według Pana będzie chciał mieć pieczątkę „ZDOLNY DO UPRAWIANIA BIEGÓW” by ją przystawiać na specjalnym formularzu? Wydaje mi się, że ludzi nie można podzielić na ZDROWY lub NIEZDROWY.

6. Jaką odpowiedzialność za pacjenta będzie ponosił lekarz „wyrażający” zgodę?

7. Jak Pan zamierza zapewnić, że lekarz dla swojego świętego spokoju nie będzie odmawiał zgody na bieganie? Wszak nie ma ludzi zdrowych, są tylko niedostatecznie zdiagnozowani…

8. Jak wyobraża Pan sobie skuteczne, okresowe badanie stu, lub dwustu tysięcy biegaczy przez lekarzy specjalistów? Jeżeli zaś nie przez specjalistów, tylko przez lekarzy pierwszego kontaktu – to jaką wartość będą miały takie „zgody”?

Zastanawia mnie także taka myśl: czy w drodze opieki nad naszym zdrowiem i życiem zaproponuje Pan także, by biegać po parkach i lasach mogli także tylko tacy przebadani szczęśliwcy? Wszak na treningu też się biega, i to mocno – nie tylko na zawodach. Przepraszam, ale nie widzę żadnego powodu, by uważać że na zawodach biega się inaczej niż na treningu! Za kontrolowanie biegających po parkach można byłoby zrobić odpowiedzialnym Straż Miejską. I wlepiać mandaty jak ktoś biega bez kopii zgody lekarskiej! W ramach dbania o nasze zdrowie, bo przecież polityk wie lepiej co jest dobre dla wyborcy, zabrońmy ludziom całkowicie uprawiać sport. To przecież dla naszego zdrowia.

Absurdalność wypowiedzi mogę porównać tylko z pędem polityków do normowania i formalizowania przepisami wszelkich cech aktywności obywateli. Chęć decydowania za innych jest naganną cechą, której bardzo nie lubię. A czym głupsze owe zapędy są, tym większe we mnie podejrzenie, że rzucane ad hoc pomysły nie są efektem przemyśleń, lecz zostały wymyślone tu i teraz – na potrzeby kamery i chwilowej sytuacji. Zatonęła żaglówka na jeziorze? Wprowadzimy obowiązkowe kontrole. Pies kogoś ugryzł? Wprowadzimy obowiązkowe książeczki na 5 milionów psów. Ktoś się poskarżył, że nie wiedział iż strona internetowa prowadzi statystyki? Wprowadzimy ogólnoeuropejski obowiązek wyświetlania bzdurnych komunikatów mówiących za każdym razem o tym, że strona korzysta z cookis.

Tak, uwielbiam sytuację, gdy polityk – działający pod presją mediów – rozwiązanie każdego problemu widzi we wprowadzeniu kolejnego zakazu, nakazu, obowiązku, opłaty rejestracyjnej, rejestru, pozwolenia i zezwolenia. A do tego Panie Robercie swoją wypowiedzią Pan namawia.

Na sto tysięcy biegających osób, umierają podczas zawodów każdego roku trzy (przyjmijmy taką liczbę z braku dokładnych analiz). Ilu z tych stu tysięcy osób w dłuższym okresie czasu bieganie uratuje życie poprawiając ich zdrowie i komfort życia? Ilu dzieciom i młodzieży rodzice zabronią biegać „bo w telewizji powiedziano, że wymagane są badania”? Bo trzeba iść do lekarza, ponieść opłatę 100 złotych za wizytę, czekać 6 miesięcy na dostęp do specjalisty który walnie pieczątkę?

Uważa Pan, że przebadanie przez lekarza 42-letniego Pana Darka, księgowego który zaczął wieczorami biegać by wystartować jesienią w biegu na 10km uratuje mu życie? Pan Darek nie wystartuje, lecz śmierć dosięgnie go podczas rąbania drzewa na działce letniskowej. Przypadki, gdy niezdiagnozowana choroba ujawniona zostanie podczas „badania” przed biegiem będą incydentalne.

Ludzie umierają podczas mycia samochodu, podczas koszenia trawnika, podczas grillowania. Zdecydowanie rzadziej umierają biegający czy chodzący po górach – słowem Ci, którzy prowadzą aktywny tryb życia. Ale to jednak TYCH właśnie aktywnych chce Pan „tępić”.

Jeżeli mamy już taką wewnętrzną potrzebę uszczęśliwiania ludzi na siłę poprzez podejmowanie za nich decyzji, to może lepiej kierować na badania tych, którzy żadnego sportu nie uprawiają? Zamiast wylewać dziecko z kąpielą może podejdźmy do tematu fachowo, a nie jako celebryta?

Do głowy przyszło mi jeszcze jedno porównanie – w zeszłym roku gościliśmy w naszym kraju Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Czy z tej okazji wprowadzono nakaz posiadania aktualnych badań lekarskich wśród kibiców? Czy na trybuny mogli wejść tylko Ci, którzy dostali na to zgodę od lekarza? Przecież każdy wie, jaki na trybunach jest poziom emocji mogący przyprawić o zawał serca…

Badania lekarskie obowiązują na ten przykład wszystkich kierowców. Ręka w górę Ci, którzy uważają, że badania te nie są fikcją i iluzją. Każmy badać się kolejnym grupom obywateli, powodzenia! Pomysł ładnie się sprzeda w mediach, a że niczemu nie będzie służył? I co z tego, przecież o to już w telewizji nas nie zapytają.

Panie Robercie. Nie zgadzam się z Panem w tej sprawie. Dziwie się, że Pan jako były sportowiec wiedzący jaka jest różnica pomiędzy sportem profesjonalnym a amatorskim, zajmuje takie stanowisko. Zamiast uwierzyć, że rzeczywiście Pan tak uważa wolę myśleć, że Pana wypowiedź została zmanipulowana przez media. Każdy z nas wie, że są do tego zdolne.

 

Autor: mf48, 2013-10-07, 15:25 napisał/-a:
Mój ojciec umarł w wieku 63 lat na pierwszy i jedyny zawał serca. Nie uprawiał żadnego sportu. Zmarł wysilając się na sedesie bo miał obstrukcję. Ja zacząłem biegać mając te 63 lata i Panu Korzeniowskiego na jego nieprzemyślaną wypowiedź mogę odpowiedzieć że moim marzeniem jest umrzeć w czasie maratonu a nie na sedesie ze spuszczonymi spodniami czy w łóżku.

Advertisements